Dlaczego w Mysłowicach ciągle śmierdzi dymem? Bilans ośmiu lat
Mysłowicki Alarm Smogowy rozpoczął działalność 10 stycznia 2017 r. — był wynikiem sprzeciwu grupy mieszkańców wobec godzenia się na życie w „komorze gazowej”. Po ośmiu latach czas na bilans.
Co się udało
Podstawowym źródłem smrodu, który dusi mieszkańców, jest dym z kominów — ze spalania węgla, drewna i odpadów w niskosprawnych kotłach. Dzięki znacznym dopłatom z gminnego programu, dostępnym zwłaszcza w latach 2020–2021, liczba „kopciuchów” spadła z ok. 5–6 tys. (2018) do 617 (dane z informacji publicznej nr 170/2024 z 14 października 2024 r.).
Przełomem był rok 2020, gdy Rada Miasta przeznaczyła na dopłaty rekordowe 3,2 mln zł, co pozwoliło zlikwidować ponad 400 palenisk. Ogromna popularność programu pokazała, że mieszkańcy Mysłowic chcą wymieniać kotły i docieplać domy.
Gdzie utknęliśmy
Po 2021 roku nastąpił regres budżetu na dopłaty. W 2023 r. doszło do sytuacji, w której 16 mieszkańców podpisało umowy o dofinansowanie i… nie otrzymało pieniędzy. Spadła też skuteczność kontroli: w 2022 r. Straż Miejska przeprowadziła 340 kontroli (42 naruszenia), a w styczniu 2024 r. — 94 kontrole, kończące się zaledwie 5 mandatami i 31 pouczeniami.
Co dalej
Od 30 czerwca 2022 r. gmina ma pełną informację, gdzie używane są zakazane kotły — wszystkie powinny być zarejestrowane w CEEB. Dziś nie trzeba już udowadniać spalania śmieci: samo użytkowanie urządzenia niezgodnego z uchwałą antysmogową jest naruszeniem prawa.
Nie ma dziś skuteczniejszego sposobu na poprawę jakości powietrza niż konsekwentne egzekwowanie przepisów antysmogowych — w połączeniu ze wsparciem dla mieszkańców, których nie stać na wymianę ogrzewania.